Podróż po wschodniej Sycylii
- posted 16 marca, 2021
Z naciskiem na ludzi, urbanistykę i Katedry Cesarskie. Tekst jest zebraniem zapisków robionych na gorąco
24 kwietnia · .

Jestem z architektoniczną pielgrzymką do normandzko- romańsko-bizantyjskich kościołów na północy, w prowincji Palermo.
Poniżej zdjęcie z Taorminy. Na dole przy morzu ichnia Jurata czy Jastarnia, na górze Monciak czy Krupówki. Dzień stracony, acz górne miasto malownicze. Ale zamordowane. Uciekałem gdzie pieprz rośnie.
25 kwietnia ·
Dzień drugi Sycylii
Generalnie mój pomysł na Sycylię to; jeździć zwykłą komunikacją publiczną, dużo łazić, gadać z lokalsami, podsłuchiwać ich rozmów, poczuć interior, no- generalnie trochę się powycierać. No i zabytki normañsko romañsko-bizantyñskie, górskie miejscowości i Palermo jako wściekła struktura miejska. No i kuchnia. I piękni ludzie.
Tak wiec- drugiego dnia miałem 90min z buta od kolejki do mojego Il Belvedere, położonego daleko od czegokolwiek. Gospodyni nie mogła pojąc ze ja na piechotę, a przecież droga taka piękna- pola pomarańczy i cytryn, domy wznoszone, padające i upadłe, betonowe cysterny, wyschnięte okresowe rzeki, stare warsztaty, zero sklepów, ktoś zbiera chrust (do bagażnika), ktoś chrust wiezie (na dachu samochodu), facet karmi kury, kobieta tnie kwiaty, słońce, wiaterek, i te pomarańcze cichaczem zerwane z drzewa- dłonie pachną. I lawenda i coś jeszcze pachnie i szumi. I miałbym jechać samochodem???

Gospodarze to przemili prości ludzie pracy, ale domek czysty, taras z widokiem na te pola, dalej morze, w nocy świerszcze i żaby, rano ptaki. Podwieźli mnie swoim struclem ci mili ludzie do Savocy, bo to daleko i wysoko, a wracając autostop miałem niemal przymusowy- bo chciałem połazić jeszcze, ale wczoraj zrobiłem ok 25km, to wskoczyłem do uśmiechniętego Włocha.
Rano przy śniadaniu z innym gościem- Vittoriem lat 46 gadaliśmy. Zaczęło się od tego ze V nie mógł zrozumieć że w Polsce nie jadało się owoców morza-zwaliłem to końcu na komunizm, podparłem się Herbertem, biedą i szpetotą. Załpał. Potem było o Gramschiem i Viscontim. Takie śniadanie na prowincji.
Dzieñ drugi Sycylii cd.

Sama Savoca to cud miód miasto. Szukałem górskiej wioski sycylijskiej. Coppola kręcił tam sycylijskie sceny Ojca Chrzestnego. O dziwo nie ma tu prawie turystów-może tylko zjeżdżają objazdowo, robią zdjęcie pod knajpą (gdzie młody Corleone mało co w zęby nie dostał od przyszłego teścia)- i uciekają dalej. I fajnie, bo klimat spokoju, wręcz opuszczenia jest niesamowity. Domki nowe nie różnią się od starych, widoki niesamowite. Ciekawostka że w takiej wiosce miało być 17 kościołów, choć naliczyłem ze 6. Kamienie, tarasy, schodki schodeczki,, dachówki, krzaki rosnące ze ścian, koty, starsi ludzie na ławkach, ściany opuncji, półdzikie pomarańcze, otwarte kościoły gdzie spokojnie można pobyć.
Nic nadzwyczajnego, ale całość koi.

26 kwietnia ·
Dzieñ trzeci- Cefalu.
(Najfajniejszy pokój w jakim gościłem kiedykolwiek- stojący na skałach-częściowo jako podłoga, z podwóreczkiem, dookoła dachówki i drzewko oliwne.)

Cefalu to jakby Taormina, ale wszytko to jest jakby nieoficjalne, wesołe, ludzie życzliwi, chyba jeszcze niezepsuci. Mnóstwo wąskich uliczek, niezagospodarowanych ale bez syfu. Miasto leży łukiem nad krystalicznym morzem- odpłynąłem kilkaset metrów i zachwycałem się pocztówkowym widokiem. Naprawdę- fura turystów, ale jakieś to radosne, sympatyczne.
Opus Magnum to Katedra. Wybudowana w połowie XIIw przez normañskiego króla Sycyli, który zciągnął mozaikarzy z Bizancjum, i tak powstał Chrystus pantokrator- właściwie taki sam jaki jest w Palermo. Sama bryła od zewnątrz dość nietypowa jak ma romañską- bogata w monumentalne formy, ale ozdabiana do najdrobniejszego detalu lizenami, służkami, murarką. Powstrzymam się od opisu uczuć- musiałbym uderzać w egzaltację. Ale…to robi takie wrażenie, że po kilkunastu minutach łażenia wieczorem polazłem nad morze i siedziałem cicho nad morzem ćmiąc papierosa, i czułem tylko uspokojenie, zejście emocji…
Dziś dopiero mogłem wejść do środka- kapitalna forma, choć taka monumentalna, królewska. Kapitele delikatne, całość harmonijna, ale ten Christos…..panuje. Jest wspaniały, spokojny, mądry. Pod Nim piękni apostołowie. a i sam Krzyż wiszący przepiękny.
Mogę wracać….
Jeśli coś mogę zarzucić, to mozaiki w Galii Placydii jednak jakby piękniejsze-bo są w całym tamtym mauzoleum, otaczają, są na wyciągnięcie ręki, są przedmiotowe, rzeczywiste, intymne. Tu wrażenie jest największe- na osi Kościoła, z daleka- Christos panuje, unosi się, jest….Boski.
(zdjęcia zacznę od tego, po co tam jechałem…)




27 kwietnia
Sycylia dzień 4ty o 5ty- Palermo
Obłędne miasto. Niesamowita mieszanka ras ludzkich, kultur, języków. Miasto- bomba, pulsuje jak żywy organizm i to całą dobę. Po paru minutach na ulicy jestem podniecony jak dziecko.
Wspaniałe mają podejście do życia- tu wolność jest na granicy anarchii, ale mam wrażenie harmonii. Ludzie są uśmiechnięci i życzliwi. Kierowcy jeżdżą jak wariaci ale plastycznie i uprzejmie- przez sekundę nie czułem się zagrożony-o ile uważam. Piesi wchodzą na ulice gdzie chcą i kiedy chcą, światła są chyba dla turystów- można spokojnie przejść po przekątnej ruchliwe skrzyżowanie i nawet nie trąbną,
Chodniki służą do załatwiania spraw publicznych- sprzedaży straganowej, naprawy samochodu, pracy rzemieślniczej, magazynowaniu towarów- tak że idzie się slalomem, częściej jezdnią, tylko trzeba się obejrzeć jak się na jezdnie wkracza. Trąbią na siebie i do siebie naokoło, ale to takie „pip” a nie te nasze wściekle ” zap…cie ćwoku”.
Ulica to mnogość sklepów i sklepików, ze wszystkim. Widać że ludzie bardzo lubią wpadać do siebie, do tych sklepików jak do znajomych-zrobić zakład, kupić cannelloni, cygaretki, wypić kawę, wpaść do rzeźnika, posiedzieć u fryzjera. Mało tego- trzecia część ulic w centrum to bazary, które mają atmosferę między sukami a Różycem. Poza tą bazarową częścią i tak sklepikarze ustawiają swoje stragany na ulicy. Warsztaty samochodowe, takie z jednym facetem i jednym podnośnikiem w środku, co 100metrów, z wjazdem przez otwory wystawowe, w normalnych kamienicach. Policjanci piękni jak ptaki, często z cygaretką w ręku, witają się całując ze znajomkami.
Co krok plakat reklamuje jakieś kościelne uroczystości. Co chwila kapliczka, na ogół w aediculi, podświetlana.
Prawie nie ma komercyjnych reklam. Nie widziałem ani jednej expozytury bankowej, ani jednej wulgarnej (czy nie) wystawy sex schodowej, ani jednego psiego gówna. Ciuchexy są na obrzeżach.
Domy stare, zaniedbane, rozpadające się wręcz mieszają się nowymi, i z zabytkami klasy zerowej. Wszędzie walają się śmieci, ale jakoś to nie odstręcza, jakoś się wpisuje w ten klimat, i- nie śmierdzi
Jedzenie jest obłędnie- świeże i przebogate. Na zdjęciu miejscowy przysmak-wspaniała kanapka z duszonymi płuckami, względnie śledzioną. Na drugim cannelloni – coś jak rurka z kremem ale to serek ricotta- obłędnie to słodkie i dobre.
Zakochałem się w Palermo.
Zabytki na osobnego posta.
teraz ludzie, ulice, bazary, kapliczki, zaplecza…




Cefalu vs Palermo
Próba krytyki (raczej dla architektów)
Drugi mój kontakt z cesarską katedrą tego typu – Duomo di Monreale. Jest to miejsce dość oddalone od Palermo, tak że depcząc z powrotem miałem czas na zastanawianie się nad wrażeniami. Właściwie to zastawiałem się cały dzień- czy i co w Monteale nie zagrało?
Od początku- w obu przypadkach gigantyczne wrażenie daje najście z bocznej, małej uliczki- gdy nagle wyrasta Monument, z pięknymi dekoracjami. Ten w Cefalu ma detale oszczędniejsze, surowsze, ten w Monreale już bardziej gotyckie, o pełnym programie. Duomo w Cefalu jest dodatkowo w stosunku do placu na podniesieniu- co absolutnie dodaje powagi. W Monreale stoi sobie bokiem, bokiem wchodzimy- i tu już pierwszy zgrzyt. Nie do końca to rozumiem przyczyny swoich odczuć, bo gdy wchodzimy do kolegiaty w Tumie, przez jeden piękny w surowej bryle portal, to to działa kapitalnie. W Cefalu i w Monreale wchodzimy przez później dorobione arkady, które zabiły arabizowane portale, ale wchodząc do Monreale jakoś tak bezpośrednio w bok, od rynku, z pod tych „publicznych” arkad jakoś tak jakby zbyt bokiem….i wchodzi się do bocznej nawy, gdzie wzrok podnosi się na freski otaczające Świątynie od poziomu kilku metrów. Lecą tak dookoła, uderzają od wejścia wspaniałością, ale- nie wskazują kierunku. Dopiero jak się wejdzie dalej, za kolumny oddzielające nawę boczną od głównej, i się spojrzy w lewo- to ukazuje się Chrystus pantokrator. Ale wzrok dalej jest porywany przez te mozaiki które są prawie wszędzie. Można się kręcił wokoło i się zachwycać jednako każdym centymetrem kwadratowym. Ale w Cefalu jakoś tak, no, wchodzi się tymi schodami przed placem Świątyni, potem wchodzi się od frontu, więc na osi, i wzrok pędzi daleko, do tego Pantokratora, będzie ten wzrok jak po szynach- po drodze jest czysty rytm kolumn i luków. Podchodziłem chyba na palcach, cichutko, coraz bardziej onieśmielony, bo Chrystus odsłaniał detale, rysy, coraz bardziej górował, jarzył się złotem, władał, obejmował…. A Ten w Monteale…no niby wszystko na miejscu, ale jakoś tak, miałem wrażenie-ot, wspaniałe rzemiosło. I z boku…
Nie tylko w kierunkowości rzecz, bo na Grabarce, gdzie człowiek jest otoczony jeszcze bardziej, wrażenie jest bardzo głębokie, ale takie bardziej w kategorii intymnych, cichych. Ale na Grabarce, podobnie jak w Mauzoleum Galii Placydii, są te mozaiki/malunki na wyciągnięcie ręki, więc inaczej działają, mają inny cel.
Poniżej kilka zdjęć porównawczych.






29 kwietnia
Dzień piąty- podróż z Palermo -(północ) do Katanii.
Pierwsza wtopa w planach- co innego podają strony int po angielsku, co innego po włosku, a autobusy jeżdżą wg planów napisanych enigmatycznymi skrótami i po włosku- powieszonych na słupku, a ten słupek trzeba se znaleźć, a nikt nie wie o co ci chodzi bo nie gadają po eng, a i sam człowieku nie wiesz, szukasz po omacku..Choć podreptałem dzień wcześniej na dworzec sprawdzić, to o ile ci od kolei są ogarnięci i pomogą, to niektóre linie autobusowe nie mają fizycznej expozytury, a ich strony piszą bzdury. Tak więc moje plany dojechania do Ragusy i potem do Syrakus wzięły w łeb, i jestem stratny 18eu za opłacony nocleg. Wylądowałem więc dzień wcześniej w Katanii, i w sumie dobrze wyszło bo mam już stopy poranione od łażenia ( chodziłem oczywiście w pantoflach, acz dałem je wcześniej do podkucia), Poświęciłem więc dzień na rozkosznym pętaniu się po bazarach a potem na plaży. A niech tam….
Katania ma złą prasę wśród turystów, ale mnie porwała. Nie ma tu może tyle młodości co w Palermo, ale życie jest a to na 98% autentyczne. Też pulsuje, hałasuje, trąbi, pokrzykuje, ale jest duuużo więcej ulic i dzielnic gdzie jak wchodziłem to byłem jedynym turystą. Młodzi jeżdżą na swoich skuterach i motorach jak szaleni. Na ogół siatka ulic równorzędnych, więc ci ma motorach lub w samochodzikach lecą, nie zwalniają, tylko „PIIIP” przed skrzyżowaniem, i dalej lecą. Samochody obdrapane i pogięte. Starsi (tj po 40tce) faceci siedzą przy stolikach, palą, gadają lub milczą i gapią się na ulicę, lub grają w karty- od rana do nocy podobny widok. Kobiet dużo mniej, raczej wiszą przez balkony lub okna.
Nawet najbiedniejsi chłopcy mają zadbane fryzury.
Na każdym rogu stoi grill, na ogół przy rzeźniku. Za rzeźnikiem (jak i wszędzie) na ogol spory krzyż na ścianie, faceci rąbią jakieś przeróżne króliki, barany, owce, świnie, rzucają połcie na tego grilla, podchodzą ludzie, biorą na obiad do domów lub siedzą obok przy stoliku, i ogryzają oliwki i coś jeszcze, ćmią papierochy i gadają. Obok kobieta wiesza pranie na sznurkach przy ścianie przyległej do chodnika
Wczoraj polazłem w nocy na miasto- pod Domo (Katedrę) są dwa place- na jednym orkiestra wojskowa grała standardy filmowe, w tym Morricone, na drugim placu- kilkanaście par dystyngowanych obywateli pięknie tańczyło różne standardy, z przewagą tang. Bardzo piękni w tym byli-panowie zadbani, panie wyeksponowane ale z jakichś tam granicach, pyszne swą kobiecością.
Katedra otwarta do 22iej, polazłem się pomodlić- ksiądz otoczony eleganckimi znajomymi wiernymi, chyba właśnie po Mszy, rozmawiali w dużej zażyłości ale i szacunku do siebie. Potem znowu-na ulicy stoją policjanci piękni jak ptacy, i przechadzają się księża- tak samo piękni- młodzi, wysocy, wyprostowani, te Ich sutanny wcięte w talii, do ziemi z pasami jak szlachta- pięknie to wyglądało! A obok, 100metrów, ostatki chyba całodobowego bazaru, jakieś ośmiornice, inne cuda. I siedzą, i gadają faceci
A 10 godzin później- ten sam bazar wychodzi na całą dzielnice śródmieścia, drą się. zachwalają, można kupić wielgachne małże na miesiącu zjadane z cytryną, albo inne takie. Wielka pieczona cebula po 50centów, słodka jak ciasteczko, na miejscu wyciskany sok z cytrusów-1eu duży kubas-niebo! W tej samej budce kawa po 50centów, gęsta jak smoła. Obok bezzębny facet drze się jak poparzony- zachwala swoje sałaty. Ale obok młody się drze- ma jakiś ośmiornice
Trochę to jednak męczy, ale i jak podnieca!
Katania…



